
Pamiętam sędziego Węgrzyna z sali sądowej. Należał do tego grona sędziów, niezbyt licznego, którzy nie uważają, że z góry "wiedzą lepiej" i słuchał z widocznym zainteresowaniem tego, co mieliśmy do powiedzenia w sądzonej sprawie, poza tym oczywiście, co wcześniej już napisaliśmy. Słuchał i mnie, czasem pytał, chociaż, rzecz prosta, nie zawsze orzekał zgodnie z moimi oczekiwaniami. Czułem sens i potrzebę bywania u niego na rozprawach, także apelacyjnych.
Niedawno sędzia Wojciech Węgrzyn został wiceministrem sprawiedliwości. Początkowo nie wiedziałem, czym ma się zajmować, myślałem więc, że jako sędzia - cywilista, bedzie nadzorował jakiś departament prawa lub sądów. Okazało się jednak, że przypadł mu nadzór nad tajna kancelarią i współpracą z zagranicą.
Nie wiem, czy ma odpowiednie przygotowanie albo aspiracje, czy chociażby serce do tego, ale szkoda sędziego Węgrzyna do tej pracy. Sala sądowa straciła dobrego gospodarza, a wątpię, by osiągnał spektakularne osiagnięcia w strzeżeniu tajemnic lub na polu kontaktów zagranicznych. To musi być nudna, urzędnicza robota.
Ale czy w ogóle się nada?
Pytałem kogoś z tzw. środowiska, kto mógł wiedzieć, jak to się stało, że "poszedł w ministry" - należał do PO, PSL, gdziekolwiek, miał ambicje polityczne? Odpowiedział, że nie - było zwyczajnie, po prostu chodził do jednej szkoły z Gowinem. No to odpowiedź jest jasna - skoro Gowin się nadaje, to Węgrzyn nada się tym bardziej.

|
|
Ostatnie wiadomości:
Archiwum:
|